„Godziny” i 3 sposoby reagowania na trywialność życia

Jesień. Październik. Słońce. Zmiany przeplatane powrotem do przeszłości, a w tym wszystkim  „Godziny”, czyli film-esencja moich srebrnych zainteresowań… bo właśnie srebro, w odróżnieniu od czerni, jest niezwykle podstępne.

Inspiracje

Podobny obraz„Godziny” to film stworzony na podstawie powieści Michaela Cunninghama. Powieści inspirowanej Virginią Woolf i jej zabójczo przeszywającą twórczością. Dosłownie. Kto nie zna „Pani Dalloway”, a uwielbia emocje lejące się z każdego zdania tak, jak współcześnie leje się z każdej strony krew, powinien nadrobić zaległości. W ciszy. Z całkowicie otwartym umysłem.  Inaczej nie sposób zrozumieć w pełni tego wewnętrznego monologu, jakim autorka nas obdarowuje. A obdarowuje nas strumieniem świadomości. I to zasługuje na zupełnie odrębny tekst. Jak mało co. Zdaniem samego Cunninghama, Woolf robi ze słowem to, co z gitarą Hendrix.


3 kobiety. 3 historie. Jeden dzień.

„Godzin” nie czytałam i prędko nie nadrobię. Widzę za to, co robi z nimi film.

Mamy 3 kobiety, 3 historie, 3 sposoby reagowania na uświadomienie sobie trywialności życia i tylko jeden dzień. Jeden, jedyny, pokazujący wszystko. Jak w „Pani Dalloway”. Tylko że tu mamy dzień z życia każdej z trzech kobiet, co dzielą dekady, bo akcja filmu rozgrywa się równolegle w 1941, 1951 i 2001 roku. Mimo tego całość współgra ze sobą wręcz idealnie, tworząc obraz kobiety zmagającej się z dramatami życia codziennego. Różnią się wartości świata, otoczenie i całe to tło, ale wartości jednostki pozostają niezmienne. Liczy się ten jeden, konkretny dramat. Jednostki.


Kto nie lubi zwiastunów, niech minie i czyta dalej.


I jednostka może zrobić tak naprawdę wszystko, choć czasem wydaje się jej, że nie może zrobić nic, by udrękę w trywialności zwalczyć. Ale może. I stara się to zrobić. Na trzy różne sposoby.

Rok 1941, Virginia Woolf, sposób pierwszy

„Egzystuje w dwóch światach. Jednym jest jej życie, a drugim jej książka, którą pisze. Czyni to ją prawdziwą wybranką losu.” ~ słowa filmowej siostry bohaterki

Virginia Woolf Godziny.jpg

Virginia Woolf (Nicole Kidman) – pisarka zmagająca się z depresją i tworząca aktualnie „Panią Dalloway”. Uciekająca myślami i tęskniąca za Londynem, który z perspektywy specjalistów i męża stał się dla zdrowia psychicznego kobiety zakazany. Tylko jak zgodzić się na zakaz czegoś, co oprócz wyniszczenia zabiera też inspiracje i tętno życia? Tak rozumiem tę postać, która ostatecznie znajduje na rozprawienie się z życiem sposób bezlitosny. Uznaje je, wybierając śmierć. Własną. Obojętną. Niestety.

Poniżej kilka istotnych słów filmowej Virginii:

„Gdybym miała jasność umysłu, Leonardzie, powiedziałabym ci, że zmagam się sama w głębokich ciemnościach. Tylko ja je znam. Tylko ja mogę zrozumieć swój własny stan.”

„To moje prawo. Prawo każdej ludzkiej istoty. I nie wybieram duszącej, usypiającej prowincji, ale gwałtowny wstrząs stolicy. Nawet najuboższy pacjent może wyrazić swoje zdanie o zalecanej mu terapii, wyrażając tym swe człowieczeństwo.”

Kto nieco orientuje się w biografii Woolf, ten pewnie wie, że autorka cierpiała. Najprawdopodobniej na chorobę afektywną dwubiegunową.


Rok 1951, Laura Brown i sposób drugi

laura Godziny.png

Laura Brown (Julianne Moore) – kobieta pozornie szczęśliwa, kochana przez męża i syna. Oddaje się lekturze „Pani Dalloway”, widząc w niej siebie. Nieustannie udręczona. Pragnąca tego, co zakazane. Próbująca odrzucić wewnętrzne „ja”.
Jej sposobem na osobisty dramat staje się zmiana, by nie powiedzieć „ucieczka”. Żyje. Tak, żyje, ale już inaczej.

„To była śmierć, a ja wybrałam życie.”


Rok 2001, Clarissa Vaughan, sposób trzeciClarissa Godziny.jpg

Clarissa Vaughan (Meryl Streep) – mieszkająca w Nowym Jorku kobieta nazywana Panią Dalloway. Tego konkretnego dnia ma wydać nieszczęsne przyjęcie i sama idzie po kwiaty. Jak tytułowa bohaterka powieści Woolf. W to wszystko wplata się i jej osobisty dramat, ale Clarissa znajduje na niego zupełnie inny sposób…
W końcu godzi się ze swoim losem.

 


Na to wygląda, ale czy naprawdę? Czasem chciałabym móc wejść w umysł autora. Albo przynajmniej móc zapytać, co on, do cholery, wyprawia. 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s