„Posłuszni do bólu” – po spotkaniu z prof. Dariuszem Dolińskim

htg.swps10-03nsp-978.jpgSłyszeliście o eksperymencie więziennym Zimbardo? A o tym Milgrama? Nie ma to jak soczyście nieetyczne eksperymenty psychologiczne, które dziś nie mogłyby mieć miejsca.
I tak myślimy sobie i myślimy, że nie mogłyby, aż nagle, 50 lat po eksperymencie, polscy psychologowie podejmują się takiej nieco zmodyfikowanej powtórki, by sprawdzić,
czy w dzisiejszych czasach ludzie wciąż będą tak samo niezwykle posłuszni autorytetom, jak w latach 1961 – 1962, kiedy przeprowadzono eksperyment Milgrama. Ale najpierw co nieco więcej o samym badaniu:

Posłuszni do końca – Eksperyment Milgrama

Stanley Milgram zadał sobie istotne pytanie na temat ślepego posłuszeństwa człowieka wobec tak okrutnych rozkazów, jak np. ludobójstwo w obozach koncentracyjnych.  By dowiedzieć się więcej na ten temat, przeprowadził eksperyment.

Przebieg

Na początku zamieszczono ogłoszenie w gazecie. Ochotnicy byli przekonani, że biorą udział w badaniu na temat wpływu kar na pamięć. Wszystkim płacono z góry i mówiono, że pieniądze za udział należą się niezależnie od przebiegu eksperymentu. To żeby wykluczyć jakiekolwiek działanie spowodowane chęcią zatrzymania pieniędzy, wiadomo. Na miejscu badany spotykał innego „badanego”, który tak naprawdę był podstawionym aktorem.
I badany, i aktor losowali, który z nich ma być „uczniem”, a który „nauczycielem”. Oczywiście losowanie także było ustawione i nasz prawdziwy badany zawsze trafiał na odgrywanie roli nauczyciela. Dalej tłumaczono, jak wszystko przebiega i co uczestnik ma robić. Wyjaśniano działanie aparatury rażącej prądem i pokazywano badanemu (na jego własnej skórze!), że maszyna działa.

I teraz tak: mamy dwa pokoje. W jednym jest EKSPERYMENTATOR oraz prawdziwy badany – NAUCZYCIEL. W drugim natomiast – UCZEŃaktor udający badaną osobę.

milgram2.gifNAUCZYCIEL przedstawia pary wyrazów, które UCZEŃ ma za zadanie zapamiętać. Następnie nauczyciel mówi kolejno słowa, do których uczeń ma dopowiadać te brakujące, z pary. Jeśli powie dobrze, idą dalej. Jeśli odpowie źle, nauczyciel ma uderzyć ucznia prądem za pomocą aparatury, do której ma dostęp. Z każdą pomyłką ma zwiększać siłę rażenia, używając kolejnych pstryczków – od 15 V do 450 V, gdzie przy jednym z ostatnich jest zamieszczona informacja, że tyle to a tyle V jest niebezpieczne dla zdrowia. Nieźle.

Aparatura tak naprawdę nie działa, a uczeń udaje, że go boli, mówiąc o tym przy kolejnych pomyłkach, a potem krzycząc, każąc przestać i pod koniec milknąc, jakby stracił przytomność. To wszystko sprawia, że nauczyciel chce przestać uczestniczyć w zadaniu, którym krzywdzi innego człowieka, ale komunikaty eksperymentatora sprawiają, że przeważnie i tak kontynuuje.

No i ile osób (nauczycieli) dochodzi do końca, do 450 V?
Jakieś 65%. 

Smutno. Prawdziwie. Źle i brutalnie. 
Brrrrr.

Poniżej rzeczywiste nagrania z eksperymentu:

Można mówić, że to nieetyczne, ale… spójrzmy prawdzie w oczy… gdyby nie te dziś uważane za nieetyczne eksperymenty, mało co wiedzielibyśmy o ludzkiej naturze.


Posłuszni do bólu 

A teraz pora na wspomniany eksperyment po latach, który przeprowadzili prof. dr hab. Dariusz Doliński i dr Tomasz Grzyb, o czym można było posłuchać 17 listopada 2017 r. podczas autorskiego spotkania w Sopotece, czyli świetnej sopockiej bibliotece.

Poza powtórzeniem eksperymentu w tej najbardziej popularnej wersji, tylko z mniejszą ilością wolt, przeprowadzono także kolejne badania – z jeszcze innymi modyfikacjami. Niestety i w pierwszym, i w reszcie przypadków wyniki okazały się prawie tak samo przykre i interesujące, jak 50 lat temu.

Ludzie wciąż ślepo ulegają, można się było tego domyślić, ale, uwaga:

jedną z wariacji eksperymentu było to, że nauczyciel miał ukarać ucznia prądem, zaczynając od silnego wstrząsu. Najsilniejszy był w tym przypadku 10 przycisk/pstryczek z bodajże 150 woltami. Wcześniej mogliśmy więc mówić o wpływie stopniowego zwiększania kary jedynie o 15 V za każdym razem, ale teraz? Nie ma mowy. Badany używa większej ilości wolt już na samym początku.

Jak myślisz, użyłbyś tej kary? 

Jak myślisz, na 20 osób, ile osób jej użyło?
Otóż 20/20 osób zgodziło się wykonać krzywdzące polecenie eksperymentatora. 
Możemy powiedzieć:no okej, ale tyle wolt to nie jakoś dużo. Kowalski jeden czy drugi wiedzą mniej więcej, że w Polsce napięcie sieciowe jest wyższe, więc takie 150 V to mniej niż kopnięcie prądem we własnym mieszkaniu, co jakieś straszne nie jest”
Więc pomyśleli badacze „ok, dobra, 10 przyciskopstryczek to za mało, dajmy do 15”. I dali do 15.
I ile osób z kolejnych 20 zgodziło się ukarać ucznia?
DZIEWIĘTNAŚCIE. Aż mnie ciarki przeszły, gdy to usłyszałam.
Ludzie, co z nami? Tak niewiele trzeba, by krzywdzić innych? Byle polecenie zmyślonego autorytetu i już?
Co ciekawsze, z grupy osób, które miały karać stopniowo, od najniższej wartości… „tylko” i „aż” 15 osób doszło do ostatniego, czyli 15 guzika. Mniej niż w przypadku rozkazu z wciśnięciem go już na początku, choć początkowo mogłoby się wydawać, że będzie całkowicie odwrotnie.
Jaki może być tego powód? Może ludzie tak licznie zgadzali się na użycie największej ilości wolt jako pierwszej kary dlatego, że nie mieli czasu na refleksję? Była to sytuacja nowa, nieznana. Może stąd większa podatność na polecenia eksperymentatora.
Przy wypełnianiu zadań po kolei był za to czas na przemyślenie i słuchanie ucznia oraz jego krzyków.

Na zakończenie jednak, mimo wszystko, powtórzę… Ludzie, co jest? Trochę wstyd, że wyszły takie wyniki. 
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s