O „Zabiciu świętego jelenia” w 3 słowach

243-killing-of-sacred-deer
W czeluściach mojego umysłu siedzi taka kategoria filmów, którym nie potrafię wystawić oceny. Zostawiam ją więc na później, kiedy już umysłowo otrzeźwieję. Potem zdarza się kliknąć te słynne ileś/10, ale przeważnie kończy się tą samą refleksją – „czy to było tak dobre czy to ja zbyt mocno wchodzę w filmową sytuację i odbieram przekaz jedynie dzięki całkowitemu oddaniu się seansowi? Czy to mydli mi oczy, podczas gdy film tak naprawdę jest słaby i ktoś zapomniał o treści?”

Jak zwykle prawda skitrała się gdzieś po środku. Po „Zabiciu świętego jelenia” nie mam co do tego już prawie żadnych wątpliwości.

Dzicz

Gdzieś do 40 minuty trzeba przetrwać wkraczanie w świat Lanthimosa. Podąża się za jego myślą, nie potrafiąc określić, co i dlaczego. Z natury pragniemy dopełnienia i dopasowywania wszystkiego tak, by miało tak zwane ręce i nogi. Tymczasem… Lanthimosowi powinniśmy dać się ponieść. Jemu należy zaufać, nawet jeśli dialogi czy nietypowe ujęcia mają nas niepokoić.

Dzięki temu łatwiej o jakiekolwiek zrozumienie tej dzikiej, filmowej narracji, która jest dziksza od „Dzikich historii”. Z jednej strony odczuwamy chłód i wycofanie, a z drugiej… zwierzęce instynkty, w obliczu których nawet jedzenie zaczyna być czynnością estetycznie nieprzyjemną i zawsze, absolutnie zawsze filmy Lanthimosa przypominają mi o tej zwierzęcej naturze. Instynkt, instynkt i jeszcze raz… dzicz.


Labirynt 

Filmowa przestrzeń w połączeniu z ruchem kamer niejednokrotnie wprowadzają nas w labirynt korytarzy, tak jak w umysłowy labirynt wprowadzają bohaterowie. Czy uda się z niego wyjść bez psychicznego szwanku?

the-killing-of-a-sacred-deer-trailer
„Zabicie świętego jelenia”

Niektórzy wychodzą. Ale czy bez szwanku? Na pewno wychodzą z filmu w trakcie jego trwania. Część przez brutalne obrazy, część z braku zrozumienia dla chorej twórczości pozbawionej powierzchownego sensu. A z „Zabiciem świętego jelenia” tak już jest, jak i z „Lobsterem” czy „Kłem”, że należy zapomnieć o tym, co niemożliwe. Z tymi filmami jest trochę tak, jak z niezrozumiałymi zachowaniami – spogląda się na nie przez pryzmat braku sensu, nie próbując wejść głębiej. A gdyby tak zacząć od tego „głębiej”? Wtedy pozorny brak sensu mógłby w ludzkich głowach sensu nabrać.


Tragizm 

Widzę więc grecką tragedię pełną koszmarów i sytuacji bez wyjścia. Mamy wewnętrzną walkę, tragiczne konflikty i nieuchronną klęskę. Mamy ofiarę złożoną w imię pewnego celu. Mamy los czy inne fatum niepozwalające żyć jak gdyby nigdy nic. Mamy sprzeczne wartości, zemstę i, wreszcie, mamy klęskę mimo zwycięstwa.

big_42a6af13-ea86-486d-b957-66ce95f6c939

I jeśli zdjąć na chwilę swoje bariery bezpieczeństwa na rzecz przeżycia tego, co proponuje nam „Zabicie świętego jelenia”, można się naprawdę nieźle poturbować. Tylko czy jest po co?

Twórcy najwyraźniej uważają, że jest i mogą mieć w tym wszystkim sporo racji.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s